środa, 21 czerwca 2017

Za nami pierwsze sześć tygodni.

Nawet nie wiem, kiedy ten czas upłynął. Było pracowicie, ale niesamowicie satysfakcjonująco. Na czas pierwszych rezerwacji udało się ukończyć cztery pokoje, lecz muszę przyznać, że nie było łatwo. W tych dniach pracowaliśmy od świtu do późnej nocy. To, co potem nastąpiło zupełnie nas zaskoczyło. Co prawda zdawaliśmy sobie sprawę, że po ponad dwóch latach remontu i urządzania wnętrz efekt końcowy jest niezły, ale reakcje gości były...no nie wiem, jak to ująć. Byliśmy wzruszeni, zadziwieni i po prostu szczęśliwi. To tak cieszy, kiedy ktoś doceni naszą pracę, podzieli zachwyt starą architekturą, techniką, rzemiosłem. Kilka opinii gości umieściłam w zakładce opinie. Cieszymy się niezmiernie!

A jak wyglądają oddane do użytku pokoje?











Nie przypuszczaliśmy, że prowadzenie pensjonatu jest takie fajne! Poznaliśmy wielu ciekawych ludzi, przegadaliśmy mnóstwo godzin. Czyżby już nadszedł czas cieszenia się efektami? Może jeszcze nie całkiem, ale już prawie, prawie ...

Przed nami jeszcze mnóstwo pracy. Na wykończenie czeka piąty, być może najciekawszy pokój: zewnętrzna ściana jest kamienna, wewnątrz zachowała się konstrukcja ryglowa, umieściliśmy tam najstarsze w naszej kolekcji malowane śląskie meble.
Ale od tygodnia mamy piękną pogodę. Leżaki ciągną, chciałoby się chwilkę odpocząć. Jeszcze  trochę ...


wtorek, 25 kwietnia 2017

sobota, 18 marca 2017

Czekamy na łóżka.

Co jest najważniejsze dla gości? Łóżka! Muszą być wygodne i piękne. Chcieliśmy, aby były także stare, ale z takich gość nie byłby zadowolony. Wszystkie XIX wieczne łóżka, które znajdowaliśmy, były za krótkie, bo zwykle miały metr osiemdziesiąt, więc tym razem zamiast renowacji zdecydowaliśmy się na rekonstrukcję. Nie jesteśmy fachowcami, ale ponoć nie święci garnki lepią, więc...
Najpierw było czytanie i oglądanie, potem wizyta w skansenie, zdjęcia, a na ich podstawie powstało zlecenie dla stolarza.



Zrobienie pojedynczego łóżka nie było problemem, bo wystarczy go odwzorować, natomiast gdzie znaleźć kształt wezgłowia dla łóżka podwójnego? Nie wiem, czy w wiejskich chatach zdarzały się szerokie małżeńskie łoża, my spotkaliśmy się tylko z zestawionymi dwoma pojedynczymi, które służyły jako małżeńskie. Nie wydaje mi się to zbyt wygodnym rozwiązaniem, więc zapominając na chwilę o realiach XIX wieku trzeba było stworzyć szablon na wezgłowie wygodnego, szerokiego łóżka inspirując się wąskim.


Wyposażeni w podstawową wiedzę odnośnie tego, czego oczekujemy, pojechaliśmy do stolarza. Oczywiście wcześniej pooglądaliśmy inne jego prace i jesteśmy pełni nadziei. Zazwyczaj u innych fachowców zaczynało się od marudzenia typu "a cóżeście to wymyślili, tak się nie da", a tym razem usłyszeliśmy "nie ma problemu". Wreszcie. Troszeczkę nasz zapał ostygł, gdy usłyszeliśmy cenę, ale trudno. Łóżka muszą być piękne i bez zarzutu. Teraz pozostaje cierpliwie czekać.
W między czasie oglądamy sobie drobiazgi, którymi wyposażymy pokoje. Do tej pory ukrywane w stodole wymagały porządnego mycia, a teraz wygrzewają się do słabego, marcowego słońca.








poniedziałek, 27 lutego 2017

Dlaczego jeszcze nie otwieramy?

Pierwsze wstępne rezerwacje zapowiadały się na początek kwietnia, ale po dokładnym przemyśleniu sprawy doszliśmy do wniosku, że to będzie nierealne. Ostrożnie wyznaczamy sobie otwarcie na drugą połowę kwietnia, ale pokoje będą raczej w wersji beta. Z terminami jest podobnie jak z budżetem na budowę lub remont - zawsze jest przekroczony, więc na wszelki wypadek na początku będą mocno obniżone ceny. Zresztą wszystko zależy od pogody, bo wiosna przyszła wcześniej niż ją zamawialiśmy i teraz najważniejsze dla nas jest urządzanie ogrodu, bo sadzenie drzew i krzewów z gołym korzeniem nie może poczekać. Jeżeli pogoda i zdrowie dopiszą, a wiosenne prace pójdą sprawnie, wrócimy do urządzania pokoi.
Prawie nikt nie potrafi zrozumieć, dlaczego ma to trwać tak długo, choć wnętrza są wyremontowane i z poważniejszych prac zostało tylko powieszenie kinkietów, odnowienie drzwi i jednego okna z okiennicami.

Ościeżnica drzwi do łazienki jest gotowa, ale skrzydło czeka na odnowienie

Z tymi drzwiami będzie najtrudniej. Płyciny rozeschły się, a dolny róg jest wygryziony przez psa.

Reszta to właściwie drobiazgi, o ile zrobienie stołu na 12 osób ze starych desek można nazwać drobiazgiem. Krzesła mamy już wszystkie, każde jest inne i każde wymaga mnóstwa pracy zanim będzie można na nim usiąść.



 Przy okazji znaleźliśmy takie fajne ogrodowe leżakokrzesła .


Przygotowanie wszystkich drobiazgów zajmie trochę czasu, bo wszystkie wnętrza mają być urządzone antykami lub ich replikami oraz rękodziełem. Na przykład szafki nocne na wsi w XIX wieku zdarzały się sporadycznie, a nie wyobrażam sobie, żeby goście ich nie mieli. Znaleźliśmy komplet takich szafek, ale w skansenie! Trzeba ruszyć wyobraźnię i wymyślić coś innego. Skrzynie? Kosze? Zydle? Lampki nocne to problem nie do przeskoczenia, musimy pójść na kompromis. Będą młodsze, zaledwie stuletnie, ale one też wymagają rekonstrukcji, aby mogły służyć gościom. Co tydzień na targu w Cieplicach Rafał wyszukuje jakieś elementy, które mogą się do tego przydać, a potem tworzy coś z niczego.


Najgorzej z łazienkami. Urządzenie takich, jak dwieście lat temu chyba nie odpowiadałoby turystom, choć można by zrekonstruować wychodek, który niestety zburzyliśmy. Ewentualnie, jeżeli ktoś koniecznie chciałby korzystać z nocnika, to możemy poszukać w naszych zbiorach :) Na razie chcemy stworzyć łazienki, które będą komfortowe, a jednocześnie nawiązujące do dawnego klimatu. Wariaci wymyślili sobie: żadnych współczesnych płytek ceramicznych i kabin prysznicowych, tylko zasłonki. Ten pomysł to  strzał w stopę wg doświadczonych właścicieli pensjonatów. Ponoć turyści korzystający z takich pryszniców zawsze zalewają łazienkę. Na dodatek podczas kupowania brodzików coś mnie zaćmiło i wzięłam bardzo płytkie, a dopiero po ich zamontowaniu spostrzegłam, co najlepszego zrobiłam . Katastrofa. Trudno, trzeba brnąć dalej i myśleć. Niełatwo opisać pomysł na częściowe zaradzenie zalewaniu łazienki, wspomnę tylko, że w ruch pójdzie spawarka. Poza tym z oryginalnego, starego wyposażenia łazienek mamy przedwojenne baterie oraz stojaki na miskę, ręcznik i mydło. Jeden z nich jest zbyt delikatny, ale do drugiego spróbujemy dopasować umywalkę. Potem półki, wieszczki, woreczki z pachnidłami ...
Na razie takie łazienkowe coś czeka na reaktywację. Spróbujemy wykorzystać go jako szafkę pod umywalkę.

Bateria czeka na próbę generalną


Po łazienkach przyjdzie czas na ubranie okien, szycie lnianych obrusów i haftowanie pościeli. Mały kompromis: kupię gotową pościel, szycie już sobie odpuściłam po stworzeniu dwóch kompletów. Na koniec zostanie urządzenie prawie pięćdziesięciu metrów powierzchni wspólnej dla gości: aneks kuchenny, jadalnia, część wypoczynkowa z kominkiem i mini galeria. Nie wspomnę, ile do tego mebli trzeba zrobić lub odnowić.
Teraz chyba łatwiej sobie wyobrazić, dlaczego potrzebujemy przynajmniej dwóch miesięcy. Jeżeli jeszcze dodamy do tego pracę w ogrodzie i kończenie wiaty z letnią kuchnią, to nie wiem, czy nawet majowy termin jest realny. Za wyjątkiem stolarza, który zrobi repliki XIX łóżek (oryginały są za krótkie), cała reszta prac jest w naszych czterech rękach i dwóch głowach, bo wątpliwe, czy znajdziemy chętnego na pomoc przy ciężkich ogrodniczych pracach.
Powiedzcie mi, dlaczego niektórzy ludzie lubią tak utrudniać sobie życie?!

sobota, 25 lutego 2017

Nasze zwierzaki

Nie tylko renowacją domu i mebli człowiek żyje. Remontujemy też zwierzęta. Nasza gromadka obecnie liczy trzy psy i trzy koty. Każde wymagało renowacji.

Jako że pierwsze pół roku w Janicach mieszkałam sama, postanowiłam dodawać sobie otuchy w długie zimowe wieczory psem słusznej postury. Odwiedziłam schronisko w Jeleniej Górze, a tam czekał na mnie pięcioletni Frodo. Od razu pokochał nas wielką miłością, początkowo wydawał się stosunkowo łagodny w stosunku do obcych, po niedługim czasie zaczął sprawiać problemy. Dwukrotnie zdarzyło się, że przez ogrodzenie na nasz teren prześlizgnął się mały piesek, a wtedy Frodo zamienił się w dziką bestię. Nie wiem, jakim cudem maluch przeżył to spotkanie. To było straszne. Czasami Frodo podkopywał się pod ogrodzeniem i biegając po wsi szerzył przerażenie. Po pewnym czasie charakter zmienił mu się nie do poznania. Przestał uciekać i stał się najmilszym z miśków.
Krwiożerczy Frodo w pierwszych dniach pobytu u nas


Przez pierwsze miesiące w Janicach towarzyszyła mu seniorka Beza, którą znaleźliśmy sześć lat temu w schronisku w Krakowie. Była cudowną towarzyszką naszej rodziny, zmarła w czerwcu ubiegłego roku. Historię Bezy opisałam tutaj.




Razem z nami przeprowadziły się do Janic dwie kotki: Klementyna ze schroniska w Oświęcimiu i Filomena znaleziona w lesie.

Marzycielka Klementyna

Ośmioletnia Filomena,  jeszcze w Małopolsce
Ulubione zajęcie Filomeny w Janicach


Rok temu na naszej łące znaleźliśmy takie stworzonko. Przez dwa tygodnie walczyliśmy o życie Adolfiny. Może to zapamiętała, bo stała się najmilszą ze wszystkich znanych mi kotów.


Filomena z Adolfiną, a Klementyna ukryła się za kanapą

Kolejnym zwierzakiem, który dołączył do nas jest Piko. Niskopodłogowiec, skrzyżowanie jamnika z westem, adoptowany z miejscowej fundacji, dwa lata spędził na łańcuchu z dala od ludzkich siedzib.
Poprzednie życie
Jego futro nie jest zbyt piękne, bo Piko nie znosi żadnych zabiegów poprawiających urodę.
Pierwsze tygodnie nie były dla niego łatwe, bardzo przeżywał zmianę, a poza tym był agresywny w stosunku do Froda! Łagodny Frodo także mocno przeżył pojawienie się konkurencji do bycia głaskanym i z każdym dniem stawał się  smutniejszy. Postanowiliśmy znaleźć mu żonę. Siedmioletnia Dina także przybyła z fundacji, a Frydek zakochał się w niej od pierwszego wejrzenia.

Frodo z żoną Diną

Dina w pełnej okazałości

Ulubioną zabawą Pika jest gonitwa za Diną i gryzienie jej po nogach. Dina nawet tego nie zauważa.
Wbrew pozorom Dinka nie jest łagodnym psem, nic dziwnego, całe życie spędziła na łańcuchu i podobno była bita. Agresywna w stosunku do obcych, zaczęła też zanadto dominować nad Frodem. Niezbędna była wizyta behawiorysty. Po jego wizycie wszystko idzie w dobrym kierunku, a półgodzinna nauka chodzenia na smyczy zdziałała cuda. Gdyby ktoś też miał problemy z psami polecam Psichologa.
Tak sobie teraz pomyślałam, że takie stadko wyremontowanych zwierzaków dobrze pasuje do wyremontowanego domu, prawda?

P.s. Przyszli goście Dzikich Róż nie muszą obawiać się psów. Jak tylko stopnieją śniegi dokończymy budowę solidnego płotu, który wygrodzi osobny hektar do psich zabaw.



wtorek, 21 lutego 2017

Za wolno, za szybko

Po długich naradach wybraliśmy wreszcie sposób na zabezpieczenie starych desek podłogowych.  Nikt pewnie nie uwierzyłby w to, że myśleliśmy nad tym od ponad dwóch lat. Chcieliśmy, aby po oczyszczeniu desek ze starych lakierów udało się zachować naturalny kolor i fakturę drewna. Jeździliśmy i oglądaliśmy odnawiane podłogi, każdy radził coś innego. Mnie szczególnie zależało na uniknięciu połysku i efektu zżółknięcia, który widzę za każdym razem, cokolwiek by nie zastosować. Najbardziej zbliżony efekt do moich oczekiwań dawało pokrycie podłóg roztworem szarego mydła, którą to technikę stosują w np. Dani. Byliśmy właściwie zdecydowani, ale nie widząc na własne oczy przykładów użytkowania przez lata żadnej tak zabezpieczonej podłogi  stchórzyliśmy i zwyciężył pokost. Sporo przyciemnia, miejscami się świeci (na razie), ale według mnie ma nieodparty urok.

Pokój z kamienną ścianą przed malowaniem

Dwa dni po malowaniu

Dzisiaj


Pokój z okienkiem przed malowaniem

Dzień po malowaniu

Dzisiaj

Pokój z piecem kaflowym



 Mamy jeszcze czwarty pokój z drewnianą podłogą zwany przez nas roboczo "mieszczańskim", bo wyposażamy go w trochę nowsze meble (zaledwie stuletnie) i w mniej siermiężnym stylu. Na niego zabrakło starych desek i trzeba było położyć nowe. Tam odpuściliśmy sobie pokost, bo z podłóg na parterze zostały jeszcze dwie puszki olejowosku. Ucieszyliśmy się, że przynajmniej nie zmarnują się. Decyzja była szybka i radosna, ale rano okazało się, że nie spojrzeliśmy na opisy puszek: jedna puszka była matowa, a druga z połyskiem. Widzicie?


Trzeba było położyć kolejną warstwę. E tam, nie pierwszy błąd i nie ostatni.
Podłogi zapokostowane schną powoli, niektóre bardzo powoli. Znajomi  podpowiadają, że zamiast czytać instrukcje na puszce, trzeba było ich posłuchać i rozcieńczyć go dwukrotnie. Teraz podeszwy kleją się do błyszczącej miejscami podłogi. Trzeba będzie je wyfroterować, powinno pomóc.

Pozdrawiamy z placu boju!