Przeprowadzając się na Pogórze Izerskie nie
przypuszczaliśmy, że zamiast spokojnej, wiejskiej egzystencji czeka
nas tutaj tyle wrażeń. Początkowo wszystko było dla nas
niemal egzotyczne, po dwóch latach już trochę ochłonęliśmy, ale
nadal ta kraina nie przestaje nas zadziwiać.
Pierwsze wrażenia to piękna architektura, drugie - ciekawi ludzie. Urocze wioski i miasteczka, zamki i pałace. Zachwycają krajobrazy: majestatyczne Karkonosze, bezludne Izery, łagodne wzniesienia Krainy Wygasłych Wulkanów czyli Gór Kaczawskich, malowniczo wijące się rzeki - Bóbr i Kwisa.
Liczba zabytków może przyprawić o zawrót głowy. Wystarczy porównać do Doliny Loary. Turyści z całego świata zjeżdżają się tam, aby podziwiać około 300 zamków. Na Dolnym Śląsku jest ich prawie 600, z czego 400 w ruinie. Problem ich ochrony to już inny temat. Świadectwo niezwykle bogatej historii Dolnego Śląska rozsypuje się na naszych oczach lub wręcz jest wyburzane. I nie są to tylko skutki działań z okresu PRL-u. Przykro to stwierdzić, ale chyba największe zniszczenia dokonały się w ostatnim ćwierćwieczu.Trudno w to uwierzyć? Dla ludzi o mocnych nerwach polecam filmiki
Pojedynczy pasjonaci ratują co tylko mogą, ale zazwyczaj wszystko rozbija się o brak pieniędzy. Znikają pałace, zamki, folwarki i domy przysłupowe. Dotacje? Od lat prawie wszystkie pieniądze przeznaczane są na budowle sakralne, wystarczy spojrzeć na publikowane co roku listy beneficjentów. Brak pieniędzy w budżecie? Parę tygodni temu z budżetu państwa poszło 500 milionów na kolekcje Czartoryskich. Pieniądze się znalazły, choć wykupiono dzieła, które, zgodnie ze statutem Fundacji Czartoryskich, i tak były udostępniane publicznie. W przyszłorocznym budżecie państwa dla Dolnego Śląska przeznaczone jest 947 tysięcy złotych – wychodzi średnio po 113 zł na jeden zabytek.
Drugie zaskoczenie po przeprowadzce to niezwykli ludzie. Pogórze Izerskie ma specyficzny koloryt. Nagromadziło się tutaj mnóstwo wszelkiej maści artystów, rękodzielników, zwolenników alternatywnych sposobów na życie, producentów zdrowej żywności, hodowców rzadkich ras koni. Kto by się spodziewał na wsi galerii sztuki lub zawodowych teatrów? Ludzie z różnych części Polski i Europy świetnie zintegrowali się z miejscową ludnością, potomkami powojennych repatriantów. Nie słyszeliśmy niestety o jakichkolwiek mieszkających tu rdzennych mieszkańcach. Nieraz zastanawiamy się, jak okrutne to były czasy, gdy ludzie spakowawszy kilka walizek, musieli opuścić swoje domy. Zarówno ci, których przywieziono tu z Kresów, jak i ci, których stąd wysiedlono. Żyje już niewielu świadków tych tragicznych dni. Czy doceniamy to, że dziś możemy cieszyć się pokojem, że ludzki tygiel buzuje, a życie może kwitnąć?
Pierwsze wrażenia to piękna architektura, drugie - ciekawi ludzie. Urocze wioski i miasteczka, zamki i pałace. Zachwycają krajobrazy: majestatyczne Karkonosze, bezludne Izery, łagodne wzniesienia Krainy Wygasłych Wulkanów czyli Gór Kaczawskich, malowniczo wijące się rzeki - Bóbr i Kwisa.
Liczba zabytków może przyprawić o zawrót głowy. Wystarczy porównać do Doliny Loary. Turyści z całego świata zjeżdżają się tam, aby podziwiać około 300 zamków. Na Dolnym Śląsku jest ich prawie 600, z czego 400 w ruinie. Problem ich ochrony to już inny temat. Świadectwo niezwykle bogatej historii Dolnego Śląska rozsypuje się na naszych oczach lub wręcz jest wyburzane. I nie są to tylko skutki działań z okresu PRL-u. Przykro to stwierdzić, ale chyba największe zniszczenia dokonały się w ostatnim ćwierćwieczu.Trudno w to uwierzyć? Dla ludzi o mocnych nerwach polecam filmiki
oraz
Pojedynczy pasjonaci ratują co tylko mogą, ale zazwyczaj wszystko rozbija się o brak pieniędzy. Znikają pałace, zamki, folwarki i domy przysłupowe. Dotacje? Od lat prawie wszystkie pieniądze przeznaczane są na budowle sakralne, wystarczy spojrzeć na publikowane co roku listy beneficjentów. Brak pieniędzy w budżecie? Parę tygodni temu z budżetu państwa poszło 500 milionów na kolekcje Czartoryskich. Pieniądze się znalazły, choć wykupiono dzieła, które, zgodnie ze statutem Fundacji Czartoryskich, i tak były udostępniane publicznie. W przyszłorocznym budżecie państwa dla Dolnego Śląska przeznaczone jest 947 tysięcy złotych – wychodzi średnio po 113 zł na jeden zabytek.
Drugie zaskoczenie po przeprowadzce to niezwykli ludzie. Pogórze Izerskie ma specyficzny koloryt. Nagromadziło się tutaj mnóstwo wszelkiej maści artystów, rękodzielników, zwolenników alternatywnych sposobów na życie, producentów zdrowej żywności, hodowców rzadkich ras koni. Kto by się spodziewał na wsi galerii sztuki lub zawodowych teatrów? Ludzie z różnych części Polski i Europy świetnie zintegrowali się z miejscową ludnością, potomkami powojennych repatriantów. Nie słyszeliśmy niestety o jakichkolwiek mieszkających tu rdzennych mieszkańcach. Nieraz zastanawiamy się, jak okrutne to były czasy, gdy ludzie spakowawszy kilka walizek, musieli opuścić swoje domy. Zarówno ci, których przywieziono tu z Kresów, jak i ci, których stąd wysiedlono. Żyje już niewielu świadków tych tragicznych dni. Czy doceniamy to, że dziś możemy cieszyć się pokojem, że ludzki tygiel buzuje, a życie może kwitnąć?
historia magistra vitae est . Epoka migracji, wszędzie "element napływowy", zacieranie pochodzenia.
OdpowiedzUsuńBardzo ładne i trafne podsumowanie Dolnego Śląska... Z pewnością bardzo prawdziwe bo okiem świeżym i obiektywnym....
OdpowiedzUsuńTe ziemie to mieszanka kulturowa, związana z kilkoma falami migracyjnymi.... Kresy i wszystkie zakątki Polski + akcja Wisła+ Jugosłowianie i Grecy.... :)
Mój dziadek został wysłany jako kolejarz do Kotliny Kłodzkiej z Wielkopolski w 1945 roku, wtedy nie tylko było jeszcze wielu Niemców (został zakwaterowany u niemieckiej rodziny, która została wysiedlona rok później), ale dość aktywnie działał jeszcze Werwolf. Ta rodzina u której mieszkał w latach 50 jeszcze pisała listy z Niemiec z prośbą o przesłanie paczek żywnościowych, ale władze komunistyczne zabraniały wysyłania paczek Niemcom. Na Dolnym Śląsku można nadal spotkać trochę ludzi, którzy pamiętają rdzennych mieszkańców tych terenów, gdyż duża część wysiedleń odbywała się już po zakończeniu wojny. Ale pytać należy nie przesiedleńców ze wschodu tylko własnie np. starych kolejarzy delegowanych tu z Wielkopolski. Niemcy odchodząc byli pewni, że za kilka lat wrócą i mówili nowym mieszkańcom, żeby dobrze opiekowali się ich dobytkiem. Niestety ani Niemcy nie wrócili, ani Polacy dobrze nie zaopiekowali się ich wielopokoleniowym dobytkiem... Z drugiej na Dolnym Śląsku z wszystkich landów przedwojennych Niemiec był najwyższy odsetek poparcia dla NSDAP. Taka historia. Co do dewastacji to niestety wszystko prawda i zaczęło się zaraz z przybyciem Polaków na te tereny, co wynikało raz z szabrownictwa, a z drugiej strony poziom życia w latach 30tych na Dolnym Śląsku wobec poziomu życia ludzi zza Buga był nieporównywalny i wiele niszczeń wynikało z nieznajomości co się dostało do ręki. Przykładowo w domach na Dolnym Śląsku dość powszechne już były lodówki, podczas gdy na wschodzie nadal spano na piecach.
OdpowiedzUsuń