Niekończący się remont

Często spotykaliśmy się z opinią, że nie warto remontować starego domu, bo taniej wyjdzie budowa od podstaw. Zapewne, ale to jednak nie to samo. Stary dom to piękno klasycznej architektury i atmosfera, której nowy nie zapewni. Wysiłek, jaki trzeba włożyć w remont bardzo starego domu jest wielki, mimo wszystko jesteśmy przekonani, że było warto. Kupując dom w Janicach wpadliśmy po same uszy- zakochaliśmy się w nim, a potem było już coraz gorzej, bo zafascynowała nas cała tutejsza architektura i wszystko, co się z nią wiąże. Narodziła się więc idea szaleńcza, bo pochłaniająca mnóstwo czasu, aby ciesząc się pięknem starego domu jak najmniej ingerować w jego strukturę, korzystać z dawnych metod budowlanych, stosować przede wszystkim materiały z odzysku, a wnętrza wyposażać w ludowe zabytkowe meble. Nie zapobiegniemy dewastacji tysięcy zabytkowych dolnośląskich domów i ich wyposażenia, ale możemy choć trochę z tego uratować.

Znaleziony w październiku w Kowarach
Przygotowany do woskowania
Tę szafkę też próbujemy uratować

Hmm, dębowe krawędziaki. Co mogę z nich zrobić?

Może blat kuchenny?

Trzeba poprawić klejenie

Zlewozmywak już czeka, więc c.d.n ...
Ideę wykorzystywania starych materiałów budowlanych do stworzenia czegoś nowego stosujemy nie tylko ze względu na sentyment do staroci. To także nasz mały wkład w troskę o środowisko przez ograniczenie kupowania nowych rzeczy. Po co kupować nowe deski czy cegły, jeżeli stare są jeszcze dobre? Wystarczy trochę pomyśleć, a z rzeczy, które na pierwszy rzut oka nadają się tylko do wyrzucenia można zrobić coś nowego i fajnego. Nasza stodoła pęka w szwach, bo przeprowadzając się tutaj przywieźliśmy większość rzeczy gromadzonych przez lata na strychu, garażu, piwnicy i to nie tylko przez nas, ale przez poprzednie pokolenia chomików. Kto by pomyślał, że przydadzą się  nam stare robocze lampy, oświetlające kiedyś warsztat w garażu? Ich kopie można kupić teraz za niemałe pieniądze, bo w modzie jest styl industrialny, a nasze są oryginalne i mają ponad pół wieku. Niepotrzebne metalowe rurki i inny metalowy złom posłużył Rafałowi do zrobienia mebli, karniszy, uchwytów w łazienkach, a ze starych okien powstanie szklarnia.



Wracając do tematu, plan wykonawczy remontu  był taki: wszystko robimy sami, tzn. Rafał z pomocą swojego taty i przyjaciół. No i koniecznie powoli. Wiedzieliśmy, że aby porwać się na remont starego domu, nawet niekoniecznie zabytkowego, trzeba albo znać się na prawie wszystkim, albo mieć worek pieniędzy i szczęście do fachowców. Drobny problem: na początku remontu nie mieliśmy ani pieniędzy ani żadnych fachowców i wszystko Rafał chciał robić samodzielnie.

Na początek trzeba załatać dziurawy dach

Na strychu było zgromadzone mnóstwo wełny mineralnej, którą trzeba było stamtąd usunąć

Walącą się stodołę Rafał ratował z pomocą mego nieocenionego teścia.

Nad odwodnieniem domu trudził się z przyjacielem

Rynny też montował samodzielnie
Może nie wszystko należało robić samodzielnie? Mała przestroga dla tych, którzy naprawiając dach, chodzą po spróchniałej podłodze na strychu. Można z niej spaść głową w dół wbijając się w potłuczone cementowe dachówki. Zdjęcia zostały zrobione dopiero po tygodniu.

 

Lekko nie było i choć sprawiało to nam sporo frajdy zrozumieliśmy, że w tym tempie remont skończyłby się za 10 lat. Nie było innego wyjścia, trzeba było zatrudnić ekipę. Cała trudność polegała na tym, że do zrealizowania naszej wizji remontu potrzebni byli ludzie, którzy nie tylko znają stare techniki budowlane, ale też je czują, a nie każdy budowlaniec jest w stanie pojąć prośby, aby nie zmarnować żadnej starej deski ani cegły.
Nie wiemy, czym sobie na to zasłużyliśmy, ale po pół roku samotnych zmagań spadli nam z nieba odpowiedni fachowcy, a potem także pieniądze. Szło szybciej, ale i tak nie wyobrażam sobie remontu, gdyby Rafał nie posiadał tylu praktycznych umiejętności. Trzeba znać się na stolarstwie, elektryczności, wykańczaniu wnętrz, umieć obsłużyć tyle elektronarzędzi, a do tego radzić sobie z psującym się traktorem. A właśnie, już na początku niezbędne okazały się zakupy, bez których niewiele byśmy zdziałali. Pierwszy zakup to stary ale jary ford transit, który przewoził wszystkie materiały budowlane, a po dwóch latach posłużył do przeprowadzki. Potem pojawił się japoński dwudziestoletni traktorek z przystawkami: przyczepa, koparka, kosiarka i spychacz. Okazał się niezastąpiony i wygląda na to, że zostanie już z nami na zawsze .



Gromadzenie materiałów rozbiórkowych zaczęliśmy od dachówek. Dach przeciekał, podłoga na strychu murszała w szybkim tempie. Zgromadzenie potrzebnej ilości okazało się nie lada sztuką,  wymagało przeczesywania Dolnego Śląska wszerz i wzdłuż, aby znaleźć starą karpiówkę w miarę jednolitym kolorze. Najczęściej pojawiały się oferty sprzedaży 3-5 tysięcy sztuk, a my potrzebowaliśmy 24 000 na dom, a na stodołę 14 000. Zajęło to kilka miesięcy, a i tak pod koniec pracy na każdej połaci brakowało paru tysięcy, więc każda końcówka dachu różni się od reszty. Taka pamiątka naszych zmagań.

Zwożenie dachówek

Segregacja według kształtu i koloru
Układaniem zajęli się fachowcy
 I zamiast dziurawego dachu z betonowych dachówek ...


... jest piękny, solidny i szczelny, pomimo że pokryty stuletnimi dachówkami..



Zostało trochę niepasujących nigdzie dachówek, a my nie mieliśmy na nie pomysłu. Tu z pomocą przyszła nasza ekipa i zaproponowała ułożenie ich na podłodze w piwnicy.


Remontując elewację w wielu miejscach należało uzupełniać spoiny między kamieniami lub cegłami. Podobnej pracy wymagały wewnętrzne ściany i ceglany sufit. Do tego celu ekipa stosowała zaprawę z gliny, wapna i piasku. Odpowiednią glinę udało się znaleźć tuż obok domu.

Pozyskiwanie gliny
Suszenie i przesiewanie koszykiem z warzywniaka

A oto efekt końcowy, prawdziwe gliniane fugi.


Uzupełnione ubytki w fugach
Czy to fantazja dawnych budowniczych czy takie kamienne wstawki mają jakąś funkcję?

Skąd się tylko dało zwoziliśmy stare deski potrzebne do ułożenia podłóg, bo część w naszych podłogach  już zgniła.

Zgromadzone skarby
Krokwie z domów, które nie doczekały się na remont

Szlifowanie desek

Ułożona podłoga, jeszcze jest przed konserwacją

Do stawiania nowych ścian potrzebowaliśmy mnóstwo rozbiórkowej cegły. Trzeba było postawić ich niemało, ale każdą udało się zbudować ze starego materiału. Na początku znajdowaliśmy ją sami, ale kiedy zaczęło nam już brakować pomysłów, nieoceniona ekipa sama zabrała się za poszukiwania zrujnowanych domów w sąsiednich wioskach . I tak nawet ściany nie są anonimowe. Poniżej trzy ściany zbudowane z ruin w Młyńsku.


Stare cegły przydały się także do ułożenia części podłóg. Długo szukaliśmy fachowca, który za rozsądną cenę pociąłby cegły w plastry. Znaleźliśmy go przy okazji poszukiwania dachówek na OLX . Okazało się, że posiada nie tylko sporo bardzo ładnej karpiówki, ale też gąsiory, szklane dachówki, także cegły, a przy okazji zna się na obróbce kamienia.

Podłoga w sieni
Jeszcze trochę pracy przed nami, została do wykończenia część piętra. Tymczasem gromadzimy stare meble, sprzęty gospodarskie, koronki, makatki, wszystko co nadaje charakter wnętrzom. Wkrótce startujemy z urządzaniem wnętrz.

Zapisz

5 komentarzy:

  1. Ładne kwiatki, starym dajecie nowe życie . Fajnie się czyta i ogląda.

    OdpowiedzUsuń
  2. Oj wnętrze też będzie mnie rajcować i na pewno żadnej koronki i makatki nie przegapię.
    Makatkę z rodzinnego domu " Myj się zimną wodą, będziesz długo piękną młodą " posiadam do dzisiaj.

    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  3. Przepiękny dom, zrobiony z miłością i ze smakiem. Bajka, gratuluję.

    OdpowiedzUsuń
  4. Właśnie oglądałam Was w TV. Pięknie urządzone to Wasze gniazdko, ciepło, przytulnie, kamień, drewno, dla mnie rewelacja. Gratuluję odwagi i życzę powodzenia.

    OdpowiedzUsuń
  5. uwielbiam stodoły :))) i mogłabym mieć taki dom .. jeśli dane mi będzie jeszcze jakiś budować to na bank będzie podobny ..

    OdpowiedzUsuń